Owsianka z dreszczykiem

„To teraz mi powiedz,…” – mówi Hanka przy śniadaniu, z łyżeczką owsianki w rączce. Łyżeczka zatrzymała się nagle, w połowie drogi do celu. Niczym pociąg relacji Grodzisk Mazowiecki – Warszawa. No, to trochę postoimy, myślę, a jednocześnie staram się popchnąć delikatnie łyżeczkę w stronę jej ust. Łyżeczka nie rusza się ani o milimetr, a dziecko ze wzrokiem utkwionym w miejsce, które oprócz niej widzą tylko koty, mówi dalej – „… taki na przykład niewidomy….” – aha, no to postoimy w tym pociągu, pośród tych bezkresnych łąk i pastwisk, dłużej – „… siedzi sobie przy biurku i pisze list, prawda?” Przestaje popychać łyżeczkę. Słyszę, że problem robi się duży, więc, poddaję się na chwilę, bo i tak do szkoły będziemy biec. Biec bardzo, bardzo szybko. „No dobrze, siedzi i pisze!” – powtarzam, by jej opowieść jednak rozpędzić. A ona zamiast z wdzięczności zamiast przejść do puenty, ku mojej rozpaczy zaczyna bawić się w Hitchcocka. Mnoży detale i buduje napięcie. „Pisze list do kogoś, kogo dawno nie widział, list jest długi. Na takich kartkach z dużego notesu. Bez linijek”. Wizja zatacza coraz szersze kręgi, owsianka stygnie, a ja zastanawiam się, czy ta ogromna kałuża w parku przez noc zmieniła się w jezioro i czy podczas przeprawy przez nią poradzimy sobie bez łódki. I tak już jesteśmy spóźnieni, a tu jeszcze trzeba będzie pływać. Nie chcę jednak reżyserce tego porannego spektaklu robić przykrości, więc przyznaję: „Mogło się tak zdarzyć”. „No i nagle…,” – mówi mistrzyni suspensu z błyskiem w oku – „…ktoś temu niewidomemu przerywa!”. Już wiem! Pójdziemy inną drogą. Przez park, ale obok fontanny. Będzie szybciej i łatwiej. „I woła go z drugiego pokoju. – nie daje za wygraną Hanka – Woła, Alex, przyjdź tu na chwilę, bo coś tam, coś tam… No wiesz, na prawdę nie wiem po co go woła, ale to nie jest teraz ważne!” W przyszłości muszę pamiętać! Nie podkradać jej owsianki, kiedy coś opowiada. Trudno jest powstrzymać śmiech, kiedy wpakowało się akurat do ust dwie łyżki stygnącej kaszy. A przede wszystkim, nie da się jej w takiej sytuacji przełknąć. Hanka na szczęście niczego nie zauważa. „No i ten niewidomy ciężko wzdycha, ale nic, wstaje i idzie do tamtego pokoju”. Nie dobrze! Jest siódma dwadzieścia osiem, a ja biegnę z dzieckiem do przystanku, wpychamy się do autobusu, nie myślę już o tej pierwszej lekcji, na którą się spóźniamy, o wymownym spojrzeniu pani Rysi i wszystkich atrakcjach, które czekają mnie wieczorem, tylko zaczynam sobie wyobrażać. Meblować tamto mieszkanie. Zastanawiać, kto Alexa zawołał i w jakim celu? Do kogo nasz bohater pisał ten list? Historia mnie naprawdę wciągnęła. „Niewidomy tam idzie, prawda?” – pyta mnie Hanka biegnąc przez park. „Tak, tak, powiedz wreszcie, co było dalej!” – błagam zrozpaczony. „To teraz mi powiedz. Jak on już wróci do tego listu, to skąd będzie wiedział, gdzie skończył pisać?” Przewróciłem się w kałużę przy tej fontannie. Bo jednak tam była. A Hania, stała nade mną i zagapiona w noski kaloszy, chlapała wodą na wszystkie strony. „No bo wiesz, tak jak mówiłam, tam w tym notesie, nie było linijek”

Komentarze

avatar
  Subscribe  
Powiadom o