Nadrapały się, namiauczały po nocach, nabudziły i odeszły.

Nadrapały się, namiauczały po nocach, nabudziły. Szugar potrafiła znaleźć najgrubszą książkę na szafce i ją o świcie zrzucić. Czasem nie książka, ale klawiatura komputera z jękiem lądowała na ziemi. O, świetnie, że wstałeś, chyba robię się głodna, a przede wszystkim jest nudno jakoś. Nawłaziły na kolana, na głowę, do walizek. Raz czy drugi o mało co nie wpadły do wanny. Lemon z perfekcyjną precyzją wskakiwała na odsłonięte uda, gdy bez spodni latem gdzieś się usiadło. Ach, przepraszam, zapomniałam! Czyli nogi masz wciąż w tym samym miejscu. Myślałam, że to podrapane to poduszka!

Nawyjadały, nakradły, nagryzły natki od pietruszki i sałaty. Szugar potrafiła wylizać pudełko po jogurcie do czysta. Wkładała tam łapkę i robiła sobie jogurtowe lody na patyku. Lemon oddałaby swój ogon za kukurydzę z puszki lub za trzy ziarenka bobu. Już nie jesz? Ufff, dobra, jakoś dokończę. Namęczyłem krewnych i przyjaciół, by do nich zajrzeli, gdy musiałem wyjechać. Nadzwoniłem się, naprosiłem, natłumaczyłem. Nie, nie mogą być same! Tak, wiem, że to tylko weekend, kurcze! Sam to sobie bardzo proszę siedź, gdy Twój pies gdzieś wyjedzie.

Nagłaskałem się ich, nafukałem, nasprzątałem się pawi i futra. Większość moich swetrów i spodni zawsze miała ten sam kolor, szarobury, w prążki. Nie wiem, dlaczego nigdy nie zacząłem lizać swojego brzucha. A przecież niekiedy mnie korciło. Naszukałem się ich rano, bo przecież zawsze gdzieś wlazły, gdzie nie wiadomo. Jedna bawiła się w nietoperza na dachu lodówki, druga szperała w szafie, by coś nowego przymierzyć. Wariatka i dama. Naszarpały się, naniszczyły, natłukły. Naroznosiły kłaków i takich dwóch szczurków z Ikei. Daj spokój, przecież wiem dobrze, że to nie moje dzieci! Tak sobie chodzę, krzyczę i się trochę wygłupiam.

Nachorowały się, narzygały, nachodziły wokół karmy kupionej w pośpiechu, nie tej co trzeba. Zakopać trzeba, pokazać, odejść z głową wysoko podniesioną albo lepiej – wylać wodę. Piasek z kuwety fruwał wtedy dalej i znajdowałem go wszędzie. Nawygłupiały się. Lemon lubiła się czasem przypalić nad świeczką, powąchać, skąd ten zapach? O rany czyli to tutaj się paliło? To moja noga? Szugar uwielbiała zabawę w znajdź tabletkę, znajdź tabletkę, znajdź tabletkę Albo w poczytaj mnie wieczorem, tą powieść zasłania mój łebek, prawda? To nie traćmy już czasu. Czytaj.

Nakochałem, naprzytulałem, narobiłem miejsca. Naodsuwali się na krześle, łóżku moi znajomi, naprzygarniali, nawzdychali. A ja napowiadałem trochę, bo chyba one to lubiły. O tym, jak wyszłam na klatkę i sąsiad mnie znalazł na wycieraczce, po godzinie. O kabelku z prądem, który mnie poraził. Śniło mi się to potem bardzo często. Albo o mnie, kiedy biłam rekordy długowieczności, jak Keith Richards lub ostatnio dmuchałam świeczki na torcie, tak wiem, że był to pasztet drobiowy, ale ok. Zwymiotowałam kiedyś folię z worka na śmieci na ten drogi album ze zdjęciami. Rozumiem i też przepraszam.

Nasiedziały się, naskakały, nadreptały i odeszły. Szugar miesiąc temu, przed Świętami, a Lemon dzisiaj. Lekarze coś tam próbowali tłumaczyć. Bardzo nam przykro, zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, tak będzie lepiej. Odeszły, a ja nie wiem dlaczego. Wiem tylko, że na zawsze. Byłem z nimi do końca. Nie chciałem o tym właściwie pisać, bo niby jak? Od kilkunastu godzin nikt w domu nie tupta. Ta cisza jest nie do zniesienia. Jakiś czas temu otworzyłem szeroko okna. Te bez zamontowanej siatki. W salonie, sypialni i kuchni. Wszystkie. Otworzyłem je na oścież, po raz pierwszy od dwudziestu lat. Może jednak wrócą.

Komentarze

avatar
  Subscribe  
Powiadom o