Czy wiesz, że czasami złe wydarzenia, które pozornie są najgorszą tragedią, chronią, Cię przed czymś gorszym?

Byłam wczoraj w szpitalu, bo wypadł mi dysk. Kiedy czekałam w poczekalni na izbie przyjęć spotkałam wielu ludzi, z którymi oczywiście rozmawiałam. I przypomniałam sobie kolejną cudną baśń wedyjską (to właśnie je lubię najbardziej) 🙂

Bardzo dawno temu, w odległych krainach, żyło dwóch władców sąsiadujących ze sobą państw. Państwa były piękne, wielkie i silne. Królowie nie wiele musieli w nich robić i bardzo się nudzili. Dlatego często odwiedzali się i spędzali ze sobą czas. Grali w szachy, jeździli konno, walczyli na miecze, prowadzili dysputy do rana. Pewnego dnia, podczas walki na miecze, jeden król, tak niefortunnie się zamachnął, że odciął swojemu przyjacielowi kciuk w prawej dłoni. Ach, jak bardzo ten okaleczony król był zły! Prawa dłoń, ból, palca nie dało się przyszyć i nawet miecza nie będzie mógł trzymać. W złości wtrącił przyjaciela do lochu, a sługom nakazał podawać mu tylko wodę i czarny chleb. Ręka szybko się wygoiła, a królowi zaczęło się nudzić. Wsiadł na konia i postanowił wybrać się w nieznane regiony swojego kraju. Trafił do buszu, gdzie spotkał plemię ludożerców. Ludożercy nie wiedzieli, że żyją w jakiejś monarchii i że mają króla innego niż ten, który rządził ich plemieniem. Za to bardzo ucieszyli się, że przyjechała kolacja. Rozebrali króla, nasmarowali olejami i ziołami i nastawili olbrzymi kocioł nad ogniskiem. Czekali na zachód słońca, bo wtedy zwykle jedli. Tańczyli wokół ognia, wydawali dzikie okrzyki i śpiewali pieśni. Król drżał ze strachu. Kiedy słońce zaszło, szaman z wioski przyszedł, by rzucić okiem na posiłek. Stop! – krzyknął – nie cieszcie się! Dzisiaj nie zjemy kolacji! Nasze plemię ma zasadę, że nie jada kalek, a ten człowiek nie ma kciuka! Musimy go wypuścić!
Król z rozwianym włosem narzucił na siebie szaty, wsiadł na konia i zaraz po powrocie do pałacu przywołał z lochów przyjaciela. Więziony władca, był wychudzony, blady i wściekły do granic możliwości. Nasz król zupełnie na to nie zważał – cieszył się i opowiadał – Druhu, ale miałem przygodę… Wyprawa w nieznane… Ludożercy… Nie jedzą kalek… Szkoda, że Cię tam ze mną nie było!!!
A wtedy jego przyjaciel się rozpromienił – O, jak dobrze, że wtrąciłeś mnie do lochu!  Gdybym to  ja tam był z Tobą, zjedliby mnie na pewno, bo ja jestem cały i zdrowy. A
pokorny sługa, który ich rozmowie się przysłuchiwał, pomyślał – Uratowali siebie nawzajem.

***
Rzadko kiedy dowiadujemy się, co by się zdarzyło, gdybyśmy pięć minut wcześniej wyszli z domu, gdybyśmy nie dali się namówić na skok ze spadochronu i nie złamali nogi i czy, gdyby nie zdarzyła nam się drobna stłuczka, za zakrętem nie wpadlibyśmy pod tira. Ja ufam, że wszystko co nas spotyka, czemuś służy. Tej wiary też Tobie życzę.
I wiesz co? Wczoraj, podczas tej mojej wizyty w szpitalu, usiadła obok mnie kobieta z niezwykłą energią. Miała połamaną poważnie rękę. Jej życie nie należy do najłatwiejszych, jest ciężkie i pełne wyzwań. A ona śmieje się, jest piękna, ma pomalowane paznokcie, modne dżinsy, zamszowe botki i oko na Maroko. Kiedy dowiedziałam się, że ma 65 lat, myślałam, że spadnę z krzesła i drugi dysk mi wypadnie. I ta pani, kiedy już ją zagipsowano, na szczęście bez operacji, która jej groziła, podeszła do mnie i dała mi książkę. Z dedykacją! Jakie to miłe i nadające sens temu wszystkiemu co się wczoraj stało. Uważaj na siebie! Ściskam Cię mocno!

Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments